cztery kremowe nastroje | four creamy moods

"Nikt mnie nie rozumie!" - to zdanie bardzo często przychodzi na myśl chyba wszystkim kobietom świata.

Zwykle chodzi im raczej o mężczyzn, ewentualnie znajomych, rzadko kiedy o kosmetyki.

Gdyby jednak bliżej przyjrzeć się tym ostatnim, bardzo często mam wrażenie, że w odniesieniu do nich to zdanie jest jednym z najbardziej adekwatnych.

Ciężko przecież jest znaleźć idealne kosmetyki, które "zrobią" to, co napisane jest na ich opakowaniu, odpowiadając na potrzeby skóry.

Ja je właśnie znalazłam.

Podejrzewam, że nie tylko sobie, ale również i Wam.

Znalazłam kremy do twarzy, które odpowiadają wszystkim czterem kobiecym nastrojom
i w zależności od nich niosą pomoc, jakiej oczekujemy.

To kremy od Miya Cosmetics. 




Moje oczekiwania wobec tych 4 kremów były ogromne.

Jak każda kobieta chciałam, żeby każdy z kremów rzeczywiście pomógł mojej twarzy w opisany na opakowaniu sposób i... nie zawiodłam się. Testując je ogromnie się zdziwiłam.

One działają!

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem jedną z najczęściej rozczarowujących się osób jeśli chodzi o działanie kosmetyków. Może dlatego, że w głębi duszy mam nadzieję, że balsam do ciała rzeczywiście wyszczupli mnie o 4 cm w miesiąc? Wiem, że to naiwne, ale w kwestii zbędnych kilogramów i centymetrów nie docierają do mnie żadne racjonalne tłumaczenia.

Wracając do rozczarowywań, ale zmieniając temat na kosmetyki do twarzy: do tej pory bardzo mało kosmetyków wygładziło moją twarz, zmatowiło (oprócz oczywiście pudru), napięło skórę, czy rozświetliło. Nie mówiąc o redukcji jakichkolwiek niedoskonałości!

Podchodząc do testów Miya myślałam, że będą to kolejne "mazidła", które wsmaruję w twarz i na zasadzie placebo będę wmawiała sobie, że jestem piękniejsza, zgodnie z obietnicami na opakowaniu.

A tu wielkie zdziwienie!

Z dnia na dzień byłam pod coraz większym i większym wrażeniem tego, jak krem rzeczywiście może działać na skórę.

Test nr 1: Hello Yellow - krem z masłem mango

Zaczyna się smakowicie, a dalej będzie równie owocowo :) Żółte mango, które było inspiracją
w stworzeniu tego kremu jest świetnym owocem, jednak nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak poradziłoby sobie jako składnik aktywny w kremie do twarzy. Powiem Wam jedno - radzi sobie bezbłędnie. A ten zapach? Marzenie! Delikatny, słodki i subtelny. Mniam!

Masło mango w ciągu kilku dni odżywiło moją skórę w stopniu o jakim nawet nie śniłam. Lekko spięta cera zaczęła stawać się coraz bardziej jędrna, promienna i taka energetyczna. To lekkie nawilżenie super sprawdzi się na co dzień u dziewczyn, które nie mają z twarzą większych problemów, a chcą nadać jej promiennego wyglądu i pozbyć się uczucia napiętej skóry. Oprócz masła mango, w kremie znalazły się także: olejek z pestek winogron, witamina E i prowitamina B5.



Test nr 2: I'm Coco Nuts - krem z olejkiem kokosowym

Kokos jest teraz baaardzo modny. Jadłam go już w formie kremu, masła, musu, piłam wodę, ale nie miałam okazji wypróbowania kremu właśnie z kokosem. Hm, co tu dużo pisać - jest po prostu cudowny. Nadając skórze elastyczności nawilża ją i koi wszelkie zaczerwienienia, nawet te będące pozostałościami po walce z tym, z czym zwykle na twarzy walczymy :) 

Muszę dodać, że zapach kokosa jest powalający w pozytywnym tego słowa znaczeniu - nie za mocny, wyczuwalny, nie utrzymuje się na twarzy przez cały czas, znika po kilkunastu minutach do godziny. Super sprawdził się jako ultra szybkie nawilżenie po zbyt intensywnym opalaniu (znacie to uczucie lekko spalonej cery? Mam nadzieję, że nie tylko ja mam takie przygody!). Uczucie napięcia
i spalenia zniknęło po kilkunastu minutach. Oprócz olejku kokosowego, w jego składzie znajduje się olejek sezamowy, witamina E i prowitamina B5.



Test nr 3: I Love Me - krem z olejkiem z róży

Tego momentu bałam się najbardziej. Róże są piękne, mogę mieć ich w domu setki, ale zapach róży w świeczkach i kosmetykach jest w stanie mnie zabić. Głównie przez to, że utrzymuje się godzinami i nigdy nie chce się wywietrzyć. 

Swoją drogą, czy czułyście kiedyś, żeby zwykła róża (kwiatek) pachniała tak samo jak różana świeczka albo cokolwiek innego o różanym zapachu? To jest tak samo dziwne jak mięta oraz miętowy kolor, który nie ma z tą pierwszą nic wspólnego :)

Krem! Według zapewnień z opakowania miał robić wszystko to, czego potrzebuje moja cera: rozświetlać, nawilżać, łagodzić zaczerwienienia i do tego wygładzać. Brzmi jak połączenie idealne.

Cóż mogę powiedzieć... Zapach kremu zdecydowanie mnie pokonał. Mimo, iż zapach ulotnił się szybko to czas, kiedy trwałam pachnąca różą nie był dla mnie najprzyjemniejszy. Ale nie oczekiwałam od niego niczego innego - kupując czekoladowy balsam do ciała spodziewam się zapachu czekolady, a testując krem z olejkiem z róży nie mogę oczekiwać zapachu czegoś innego niż róża. Sam zapach jest piękny - przypomina super słodką konfiturę. Z tego kremu skorzystałam tylko raz, ale niestety bardzo tego żałuję, ponieważ po jednej nocy zaczerwienienia były widocznie mniejsze, a skóra super gładka. 



Test nr 4: Call Me Later - krem z masłem shea

Będąc niezbyt dumną posiadaczką przesuszonej cery bardzo cieszyłam się akurat na ten produkt. Zgodnie z zapewnieniami moja skóra już po kilku godzinach od aplikacji stała się gładsza, a uczucie wysuszenia zniknęło po kilku minutach. Kilka razy testowałam już kremy z dodatkiem masła shea
i mimo dość dobrego nawilżenia żaden z nich nie nadawał się pod makijaż. Świeciłam się po nich jak latarnia w czasie sztormu i na to szczerze mówiąc byłam przygotowana również w przypadku tego kremu. Okazało się, że formuła kremu QuickAbsorb rzeczywiście działa i sprawiła, że krem bardzo szybko się wchłania i nadaje się pod makijaż, a moja cera uzyskała jedynie lekki blask jak po aplikacji każdego tradycyjnego kremu. Jak dla mnie - rewelacja! Na uwagę zasługuje olejek jojoba, witamina E i prowitamina B5, które stoją za sukcesem Call Me Later na mojej twarzy.


Bardzo rozpisałam się o właściwościach poszczególnych kremów i skupiłam się na tym, co mają
w środku.

A czego im brakuje?
parabenów
silikonów
parafiny
PEG
sztucznych barwników
glikolu propylenowego
olejów mineralnych

są pełne naturalnych składników

Podsumowując wszystkie 4 testy jestem bardzo zadowolona. Żaden z nich mnie nie uczulił (nawet różany zapach, który okazał się dla mnie zbyt intensywny), każdy wygładził skórę, część z nich dodała blasku, część usunęła zaczerwienienia... Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tak ogromnie pozytywnych rezultatów.

Zapomniałam dodać, że jeden krem kosztuje zaledwie 29,90 złotych! Są one tak wydajne, że jedna tubka spokojnie wystarczy na 3-4 miesiące regularnego stosowania.

Chciało mi się liczyć i przy założeniu 3-miesięcznym daje to ledwo 32,5 gr dziennie :) 

Czy warto? Absolutnie warto!



W zależności od nastroju skóry dzień zaczynam od jednego z czterech kremów Miya. Każdy z nich dobieram do jej potrzeb oraz kolorystycznie do ubrań, które zakładam ;) Dzięki temu skóra jest zadowolona, a ja #JestemGotowa

Który z kremów jest Waszym faworytem i najlepiej sprawdzi się u Was? Jestem bardzo ciekawa.


ENGLISH

"Nobody understands me!" - that sentence very often comes to mind probably every women in the world.

Usually it is about men, possibly friends, rarely about cosmetics.

However, if you look closely at the latter, I often have the impression that in relation to them this sentence is one of the most adequate.

It is difficult to find the perfect cosmetics that "do" what is written on their little box, responding to the needs of the skin.

I just found them.

I suspect not only for myself but also for you.

I found amazing skincare, which correspond to all four female moods
and depending on them they carry the help that we expect.

It's creams from Miya Cosmetics.


By testing all 4 creams my expectations were huge.

Like every woman, I wanted each of the creams to really help my face in the way described on the little box and ... I was not disappointed. But first I was surprised.

That it's possible!

I do not know how about you, but I am one of the most disappointed people when it comes to cosmetics. Maybe because in the depths of my soul I hope that body lotion actually will slimmer me by 4 cm in a month? I know it's naive, but with no extra pounds or centimeters I do not get any rational translation.

Going back to the disappointment, but changing the theme to cosmetics to the face: so far very few cosmetics smoothed my face, matted (except of course the powder), tightened the skin or illuminated. Not to mention reducing any imperfections!

By going to Miya's tests, I thought that they would be the next waste of money I'd put on my face and  as the placebo, and I would tell myself that I'm more beautiful, as promised on the label.

But... great surprise here!

As I tested, I was more and more impressed about how the cream actually works on my skin.

Test # 1: Hello Yellow - mango butter cream

It starts tasty and will continue to be equally fruitful :) The yellow mango which was the inspiration for creating this cream is a great fruit, but I never wondered how it would work as an active ingredient in face cream. I'll tell you one thing - he's killing it! And that smell? Oh My! Delicate, sweet and subtle. Yummy!

Mango butter in just a few days nourished my skin to the level I have not even dreamed about. The tight complexion made my skin more and more firm, radiant and energetic. This lightweight moisturizer will be amazing for girls who do not have bigger skin's problems, want to give it a radiant look and get rid of the feeling of tight skin. In addition to mango butter, the cream also includes: grape seed oil, vitamin E and provitamin B5.


Test # 2: I'm Coco Nuts - coconut cream

Coconut is now on top. I have already eaten it in the form of cream, butter, musk, I drank water, but I did not have the opportunity to try the cream just with coconut. Well, what to I have to write here - it is just wonderful. By giving the skin its elasticity, the cream moisturizes and binds any redness, even those that are remnants of the fight with which we usually fight on our faces :)

I have to mention that the smell of coconut is striking in the positive sense of the word - not too strong, palpable, does not stay on face for all the time, disappears after a dozen minutes to an hour. Fabulous as an ultra fast moisturizer after too intense tanning (do you know the feeling of lightly burnt skin? I hope not only I have such adventures!). The feeling of tension and burning disappeared after a dozen or so minutes. That cream, in addition to coconut oil, it contains also sesame oil, vitamin E and provitamin B5.



Test # 3: I Love Me - cream with rose oil

That moment I was most afraid of. Roses are beautiful, I can have them at home in hundreds, thousands, but the smell of rose in candles and cosmetics is able to kill me. Mainly because it lasts for hours and never ventilates.

By the way, did you ever noticed that roses (flowers) don't smell like a rose candle or anything else with a rose scent? It is just as weird as mint and mint color that does not have the first thing in common :)

Cream! According to assurances from the package he had to do all that my skin needs: light up, moisturize, soothe redness and smooth it out. Sounds like a perfect combination.

What can I say ... The smell of cream definitely knocked me to my knees. Although the odor quickly evaporated, the time when I smelled roses was not pleasant for me. But I did not expect anything different from it - buying a chocolate body lotion I expect the smell of chocolate, and when testing cream with rose essential oil I can not expect the smell of anything other than a rose. The smell itself is beautiful - it reminds you of a super sweet jam. With this cream I used only once, but unfortunately I very much regret it, because after one night the redness was apparently smaller, and the skin super smooth.


Test # 4: Call Me Later - cream with shea butter

Being not such a very proud owner of dry skin I was very pleased to test this product. 

According to the assurances, my skin with a few hours after the application became smoother, and the feeling of dryness has disappeared after a few minutes. Several times I tested creams with shea butter and despite good moisturizing none of them were not suitable for makeup. I shone like a lantern during a storm and to be honest, I was also prepared for this cream to make me the lantern. 

It turned out that the formula QuickAbsorb cream actually works and made the cream very quickly absorbed and suitable for makeup, and my complexion was only a slight glow as after applying each traditional cream. As for me - revelation! Worth mentioning is jojoba oil, vitamin E and provitamin B5, which are behind the success of Call Me Later on my face.


I was very content with the properties of the individual creams and I focused on what they have inside.

And what are they missing?
parabens
silicones
paraffin
PEG
artificial colors
propylene glycol
mineral oils

they are full of natural ingredients

Summing up all 4 tests I am very pleased. None of them was allergic to me (even the rose scent, which was too intense for me), every one smoothed out the skin, some of them added the glow, some reddened... I honestly did not expect so much positive results!

I forgot to add that one cream costs only 29.90 zł (about 8$)! They are so efficient that one cream is enough for 3-4 months of regular use.

I really wanted to count and assuming 3 months it barely gives 10 cents per day :)

Is it worth it? Absolutely!

Depending on the mood of the skin I start my day with, I'm choosing one of the four Miya's creams. Each of them I choose for its needs and the clothes color I assume;) Thanks to that skin is satisfied, and #ImReadyWithMiya

Which cream is your favorite and best for you? I am very curious.

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Jest naprawdę świetny :) Jeden z moich ulubionych.

      Usuń
  2. Ja już od jakiegoś czasu myślę nad kupnem tego błękitnego z olejkiem kokosowym. Twój wpis nieco upewnił mnie w tym zakupie! W końcu użyję czegoś porządnie nawilżającego.

    W wolnej chwili serdecznie zapraszam do mnie ❤
    modaiurodawedlugjulii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. sama nie wiem, który bym wybrała :D wzięłabym albo róża albo kokos :D

    OdpowiedzUsuń

Co o tym myślisz?

Obsługiwane przez usługę Blogger.